Bidiforst "Bidi" Proudfeet

Łotr 1 / Czarnoksiężnik 3

Description:

Łotr / Czarnoksiężnik
Halfing – Lightfoot
Poważny i bez skłonności do jajcarskich żartów wszędzie i o każdej porze. No może czasem z kolegami przy dobrym piwku. Praktyczny, ale bez przejawów skąpstwa.
Fascynuje się księgami i kolekcjonuje opowieści.
Rola: szpieg; kryptograf;

Księga zaklęć

Żelazne Wilki
Łowcy Mgły

Bio:

W zasadzie to nie byłem nigdy nikim ważnym. Wołali na mnie Bidi chodź naprawdę dali mi na imię Bidiforst. Ale jak powiedzieć Bidiforst zamieć podłogę, umyj naczynia, sprzątnij nocniki. Nie pasowało. No to byłem Bidi. Bidi służący, Bidi kuchcik, Bidi popychadło.
Jedyną zaletą dotychczasowego życia było to, że na służbie jadłem w miarę dobrze, miałem skromne kieszonkowe – ot parę miedziaków na kufel piwa. No i nikt na mnie nie zwracał uwagi. Byłem nikim. To zawsze bolało. I nigdy mi nie wystarczało.
No i los się do mnie uśmiechnął. A może przeklął. Ja uważam że to pierwsze, ale no cóż.
Czarnoksiężnicy mają dość złą reputację.
A ja zostałem wybrany na czarnoksiężnika.
No było w tym odrobinę przypadku.
Mieszkałem w niewielkim pokoiku razem z trójką innych służących. Mój pracodawca był pasjonatem nauk tajemnych. Fascynował się innymi wymiarami i chodź z dzisiejszej perspektywy jawi mi się jako dyletant miał w tym jakieś osiągnięcia. Tylko dlatego że był uparty, brakowało mu natomiast wyobraźni.
No i pewnej ciemnej i strasznej nocy, nie rozumiem dlaczego musiał robić to w tak niesprzyjających warunkach przeprowadzał jakieś eksperymenty. Ja miałem przesuwać świeczniki. Co chwilę w innej konfiguracji. Bidi przesuń to w lewo, nie w prawo. Nie trochę dalej od kręgu. No byłem tak znudzony, że już naprawdę CHCIAŁEM by coś się wydarzyło. No i… – musiałem coś kopnąć nogą i przesunąć kamień. Nagle w kręgu zasyczało, zapiszczało i buchnął kłąb zielonkawego dymu. Mój Pan zapatrzony w księgę mamrotał dalej jakieś zaklęcie i nawet tego nie spostrzegł.
Istota która w sekundę później się pojawiła musiała mieć niezłe poczucie humoru.
Przekrzywiła głowę, spojrzała na mnie, potem na Pana Bertranda i zachichotała.
- Kim jesteś istoto? – zahuczał Pan Bertrand.
- Tym kogo wezwano, człowieku? – wysyczał stwór.
- Aaa.. No tak. Wezwałem Cię i spętałem tajemnym znakiem Anora. Będziesz mi służył. Dasz potęgę, moc i bogactwo.
- Acha. No, czuję się spętany…. Więc chcesz mieć moc i potęgę – ba, pewnie, kto by nie chciał – pomyślałem, a stwór tylko na mnie spojrzał.
- A co w zamian…? –
- Eeee… i zła myśl wykwitła na twarzy Pana Bertranda. Rozglądał się gorączkowo. Spojrzał na mnie. – Dam ci tego niziołka.
- Że co?!!! – z wrażenia wypuściłem wypuściłem jabłko które zamierzałem przegryźć. Potoczyło się do kręgu.
- Oooo… stwór spojrzał na owoc. I wyszczerzył zęby. Były dość długie jak na mój gust. Nieco za długie. I wskazał mnie pazurem. Po czym zrobił jakiś gest. No a dalej to nie pamiętam, bo zemdlałem.
Nie chcę przynudzać. Skończyło się na tym, że Bertrand mnie wywalił na zbity pysk bo zrujnowałem mu “rok pracy i laboratorium” – tak twierdził. Bez odchodnego. Spakowałem dobytek – te dwie koszule i trochę osobistych przedmiotów i odszedłem.
Za drzwiami zorientowałem się iż w cudowny sposób w tobołkach miałem nową księgę i trochę złota. Zabawne. Tak zacząłem nowe życie. Naprawdę nowe.
Świat stał przede mną otworem.
No… a potem zaciągnąłem się do wojska…

Bidiforst "Bidi" Proudfeet

Dziki, Dziki Wschód BringMeThatHorizon